Jakie firmy testują na zwierzętach? Lista marek

Jakie firmy testują na zwierzętach

Jakie firmy testują na zwierzętach? Lista marek

9 minut czytania

Wśród popularnych marek kosmetycznych znajdują się takie, które testują produkty na zwierzętach – bezpośrednio lub pośrednio, przez swoich dostawców albo na rynkach, gdzie organy państwowe mogą to wymagać. Problem polega na tym, że etykieta „cruelty-free” bywa stosowana selektywnie, a deklaracje firm często zawierają ukryte wyjątki. Ten artykuł pomoże Ci zrozumieć, które konkretnie firmy i marki są wskazywane jako niespełniające standardu bez testów na zwierzętach i jak samodzielnie to weryfikować.

Najważniejsze informacje z tego artykułu:

  • Testy na zwierzętach mogą oznaczać trzy sytuacje: własne badania firmy, zlecanie testów laboratoriom lub dostawcom oraz sprzedaż w krajach, gdzie organy państwowe mogą niezależnie wymagać testów.
  • Do firm najczęściej wskazywanych przez PETA jako niespełniające standardu cruelty-free należą L’Oréal, Estée Lauder Companies, Coty, Procter & Gamble, Beiersdorf i Shiseido.
  • Deklaracja „nie testujemy na zwierzętach” może być prawdziwa na poziomie wewnętrznym, ale zawierać wyjątek dopuszczający testy wymagane przez prawo danego kraju.
  • Od maja 2021 roku Chiny zniosły obowiązkowe testy dla zwykłych importowanych kosmetyków, jednak dla kosmetyków specjalnego przeznaczenia – takich jak farby do włosów czy filtry przeciwsłoneczne – wymóg testów nadal może obowiązywać.
  • Certyfikat Leaping Bunny jest bardziej restrykcyjny niż status PETA, ponieważ wymaga audytów zewnętrznych i monitoringu całego łańcucha dostaw, a logo króliczka na opakowaniu może być niecertyfikowane.

Jakie firmy testują na zwierzętach?

Zanim przejdę do listy konkretnych koncernów, warto zrozumieć jedno rozróżnienie, które zmienia sposób czytania deklaracji firm. Wyrażenie „firma testuje na zwierzętach” może oznaczać trzy różne sytuacje:

  • Własne testy – firma prowadzi badania we własnych laboratoriach.
  • Zlecone testy – firma zleca badania zewnętrznemu laboratorium lub dostawcy surowców, przerzucając odpowiedzialność w łańcuchu dostaw.
  • Testy wymagane przez organy państwowe – firma sprzedaje produkty w jurysdykcji, gdzie regulatorzy mogą niezależnie zażądać przeprowadzenia testów.

Organizacje takie jak PETA czy Leaping Bunny kwalifikują wszystkie trzy przypadki jako brak statusu cruelty-free. Dlatego deklaracja „nie testujemy sami” nie musi oznaczać, że firma jako całość jest wolna od testów na zwierzętach.

Szacuje się, że około 35% globalnych marek kosmetycznych nadal prowadzi testy na zwierzętach przynajmniej dla części produktów. Analiza 500 popularnych marek z segmentu uroda i pielęgnacja wykazała, że 38% jednoznacznie finansuje testy, a kolejne 7,6% odmawia ujawnienia pełnej polityki testowania – łącznie daje to blisko 46% marek, których nie można uznać za cruelty-free. Dla 50 największych firm kosmetycznych na świecie odsetek ten jest jeszcze wyższy: 78–88% z nich finansuje lub wykorzystuje testy na zwierzętach.

Poniżej omawiam największe grupy kapitałowe wskazywane przez PETA jako niespełniające rygorystycznego standardu bez testów na zwierzętach.

L’Oréal i jej marki

L’Oréal to jeden z największych koncernów kosmetycznych świata, a jednocześnie jeden z najczęściej wymienianych w kontekście testów na zwierzętach. Do grupy należą m.in.:

  • L’Oréal Paris, Maybelline, Garnier, Lancôme, Vichy, La Roche-Posay
  • Kiehl’s, Armani Beauty, Yves Saint Laurent Beauty, Biotherm
  • Ralph Lauren Fragrances, Cacharel, Diesel

Stanowisko L’Oréal jest konkretne: koncern twierdzi, że od 1989 roku sam nie testuje produktów na zwierzętach, nie zleca testów składników, a zamiast tego używa m.in. rekonstruowanej ludzkiej skóry Episkin, modelowania molekularnego i toksykologii predykcyjnej. Jednocześnie oficjalnie przyznaje, że organy regulacyjne w niektórych krajach – szczególnie w Chinach – mogą niezależnie przeprowadzać testy na zwierzętach poza procedurami firmy.

Z perspektywy PETA taki stan rzeczy wyklucza L’Oréal z grona firm spełniających standard cruelty-free – nawet jeśli deklaracje wewnętrzne są wiarygodne. Kupując Maybelline czy Garnier, pośrednio wspierasz koncern, którego produkty mogą podlegać testom wymaganym przez organy państwowe na wybranych rynkach.

Estée Lauder Companies

Estée Lauder Companies to drugi z największych graczy w branży kosmetycznej. Do grupy należą m.in.:

  • Estée Lauder, Clinique, MAC, Bobbi Brown, La Mer
  • Origins, Aveda, Jo Malone London, Tom Ford Beauty, Smashbox

Mechanizm, który wyklucza tę grupę ze standardu cruelty-free, to klauzula „where required by law” – czyli dopuszczenie testów w sytuacji, gdy prawo danego kraju ich wymaga. Taki wyjątek brzmi rozsądnie z perspektywy prawnej, ale dla organizacji cruelty-free jest wystarczającym powodem do odmowy certyfikacji. MAC i Clinique są przykładami marek deklarujących brak własnych testów, jednak przynależność do Estée Lauder Companies oznacza, że ich status należy oceniać przez pryzmat polityki całej grupy.

SPRAWDŹ:  Jak stworzyć logo firmy krok po kroku: kolory, narzędzia i błędy

Bobbi Brown komunikuje brak testów produktów i składników, ale jej polityka wprost zawiera ten sam wyjątek dotyczący wymagań prawnych. To dobry przykład sytuacji, w której komunikacja marki i jej faktyczny status cruelty-free różnią się od siebie.

Coty

Coty jest właścicielem m.in. CoverGirl, Max Factor, Rimmel London, OPI, Bourjois, Sally Hansen, Clairol i Wella. PETA wymienia Coty na liście firm niespełniających kryterium braku testów na zwierzętach.

Warto zwrócić uwagę na OPI – marka odsyła do ogólnej polityki Coty, zamiast przedstawiać własną, niezależną gwarancję dla wszystkich dostawców, składników i rynków. To oznacza, że ocena samej strony internetowej OPI nie wystarczy. Trzeba sprawdzić właściciela i to, czy jego polityka zawiera wyjątki.

Procter & Gamble

Do P&G należą m.in. Head & Shoulders, Pantene, Herbal Essences, Old Spice, Gillette, Always, Oral-B, Crest, Aussie i Secret. PETA wskazuje wiele z tych marek jako testujące na zwierzętach lub niespełniające standardu bez testów.

Tu pojawia się dodatkowa komplikacja: część marek P&G uzyskała certyfikacje lub złożyła deklaracje dotyczące wybranych produktów i rynków. Nie można więc automatycznie przenosić statusu jednej marki na cały koncern. Status pojedynczej marki i polityka całej grupy to dwie różne rzeczy.

Beiersdorf, Shiseido, Johnson & Johnson, Reckitt i Church & Dwight

Kilka kolejnych dużych grup kapitałowych pojawia się regularnie na listach PETA:

KoncernWybrane markiPowód klasyfikacji
BeiersdorfNivea, Eucerin, La Prairie, HansaplastObecność na rynkach wymagających testów; PETA wskazuje niespełnienie standardu
ShiseidoNARS, bareMinerals, Drunk Elephant, Clé de PeauSprzedaż na rynkach azjatyckich; produkty special-use narażone na wymóg testów
Johnson & JohnsonNeutrogena, Aveeno, Clean & Clear, AcuvueDziałalność w farmacji i wyrobach medycznych; marki kosmetyczne wskazywane przez PETA
ReckittAir Wick, Clearasil, Veet, Dettol, CalgonPortfolio obejmuje środki biobójcze i leki wymagające testów
Church & DwightArm & Hammer, NairPETA wskazuje marki na liście testujących

Ważne rozróżnienie przy Reckitt i Johnson & Johnson: testy prowadzone w segmencie farmaceutycznym lub dla środków biobójczych to prawnie inna kategoria niż testy kosmetyków. Dla konsumenta oceniającego markę problemem bywa jednak przynależność do koncernu, który prowadzi badania na zwierzętach w innych obszarach swojej działalności.

Nivea jest dobrym przykładem marki, której komunikacja skupia się na braku dobrowolnych testów, podczas gdy organizacje cruelty-free oceniają także dostawców, składniki i testy wymagane przez organy państwowe – a nie tylko własne procedury firmy.

Historycznym przykładem wpływu rynku chińskiego na status cruelty-free jest NARS: marka należąca do Shiseido trafiła w 2017 roku na rynek chiński, co skutkowało utratą statusu cruelty-free nadanego przez organizacje zajmujące się ochroną zwierząt. Była to decyzja biznesowa, która miała bezpośrednie konsekwencje wizerunkowe dla marki pozycjonowanej dotąd jako wolnej od testów.

Wskazówka: Jeśli sprawdzasz markę pod kątem testów na zwierzętach, zawsze sprawdź też właściciela – to właściciel kapitałowy, a nie sama marka, decyduje o polityce testowania dla całego portfela produktów.

Jaka jest skala testów na zwierzętach?

Testy na zwierzętach to problem znacznie szerszy niż kosmetyki. Szacuje się, że rocznie w badaniach laboratoryjnych wykorzystywanych jest ponad 115 milionów zwierząt. Specjalnie do testów kosmetycznych używa się od 500 tysięcy do miliona zwierząt rocznie, a mniej więcej połowa z nich ginie w związku z tymi badaniami.

Branża kosmetyczna wydaje na testy na zwierzętach i związane z nimi koszty regulacyjne szacunkowo 15 miliardów dolarów rocznie. To ogromna kwota, która pokazuje, jak głęboko osadzona jest ta praktyka w systemie regulacyjnym – szczególnie na rynkach poza Europą.

Sektor farmaceutyczny odpowiada za jeszcze większą skalę. Szacunki z 2005 roku wskazują, że około 50% wszystkich zwierząt używanych w testach toksykologicznych dla nowych substancji chemicznych przypadało właśnie na farmację. Leki są prawnie zobowiązane do testów na zwierzętach przez organy takie jak FDA czy EMA – dlatego pojęcie cruelty-free praktycznie nie odnosi się do leków, tylko do kosmetyków i chemii gospodarczej.

Trendów nie brakuje. Około 28–30% firm kosmetycznych globalnie korzysta dziś z metod alternatywnych przynajmniej w części procesów, a dane z 2023 roku sugerują około 30-procentowy spadek skali testów na zwierzętach od 2020 roku – głównie za sprawą upowszechnienia metod in vitro.

Firmy testujące na zwierzętach

Dlaczego firmy nadal testują na zwierzętach?

Odpowiedź nie jest prosta. Głównym powodem nie jest brak alternatyw, lecz wymogi prawne na wybranych rynkach oraz biurokratyczne bariery we wdrażaniu metod zastępczych.

Trzy mechanizmy podtrzymują testy na zwierzętach nawet u firm, które chciałyby ich unikać:

  • Wymogi regulacyjne na rynkach poza UE – w około 80% państw świata testy kosmetyczne na zwierzętach są nadal legalne. Firma, która chce sprzedawać produkty globalnie, może być zmuszona do przeprowadzenia testów wymaganych przez lokalne organy regulacyjne.
  • Kategorie produktów specjalnego przeznaczenia – nawet tam, gdzie obowiązują częściowe zwolnienia, niektóre produkty (farby do włosów, filtry przeciwsłoneczne, produkty wybielające) mogą nadal podlegać obowiązkowym testom.
  • Rozporządzenie REACH w UE – mimo unijnego zakazu testów kosmetycznych, rozporządzenie REACH dotyczące substancji chemicznych może wymagać danych o ryzyku dla pracowników i środowiska, nawet jeśli substancja jest używana wyłącznie w kosmetykach. Sprawa Symrise potwierdziła przed sądem unijnym, że takie żądanie jest dopuszczalne w kontekście oceny ryzyka zawodowego – co tworzy lukę, w której firma przestrzega zakazu kosmetycznego, ale uczestniczy w generowaniu danych zwierzęcych dla REACH.
SPRAWDŹ:  Jak znaleźć firmę? Google, Maps, CEIDG/KRS i dane kontaktowe

Metody alternatywne, choć coraz dokładniejsze, napotykają na realne przeszkody. Modele skóry in vitro, takie jak EpiDerm, osiągają około 95% dokładności w przewidywaniu podrażnień skóry i mogą zastępować nawet 60% testów na zwierzętach w europejskich laboratoriach. Problem polega na tym, że walidacja takich metod przez organy regulacyjne jest kosztowna i czasochłonna – wolniejsza niż same testy, które mają zastąpić. Bariera jest więc nie tylko etyczna, ale przede wszystkim regulacyjna.

Test Draize’a – polegający na ocenie podrażnienia oczu na królikach – nadal bywa stosowany jako punkt odniesienia w niektórych jurysdykcjach, mimo istnienia zwalidowanych alternatyw, takich jak model EpiOcular. To wymowny przykład tego, jak powolne bywa adoptowanie nowych standardów przez organy regulacyjne.

Wskazówka: Jeśli marka twierdzi, że nie testuje na zwierzętach, zapytaj konkretnie – czy dotyczy to też składników, dostawców i wszystkich rynków sprzedaży, a nie tylko gotowych produktów we własnych laboratoriach.

Jak sprawdzić, czy marka testuje na zwierzętach?

Samo hasło na opakowaniu nie wystarczy. Logo króliczka może być samozadeklarowane, niecertyfikowane i bez żadnego zewnętrznego audytu. Realną wartość weryfikacyjną mają tylko trzy programy certyfikacji:

  • Leaping Bunny – wymaga audytów zewnętrznych i monitoringu dostawców; obejmuje cały łańcuch dostaw, a nie tylko działania wewnętrzne firmy.
  • PETA Beauty Without Bunnies – status oparty głównie na oświadczeniu firmy; mniej restrykcyjny niż Leaping Bunny.
  • Choose Cruelty-Free (CCF) – program australijski, stosujący własne, szczegółowe kryteria weryfikacji.

Pracując przy konsultacjach dla marek z sektora MŚP, często spotykałem się z sytuacją, w której właściciel firmy kosmetycznej był szczerze przekonany, że jego produkty są cruelty-free – bo sam nie zlecał testów. Okazywało się jednak, że jeden ze składników jego formuł był testowany przez dostawcę, który sprzedawał ten surowiec na rynek chiński. Taki scenariusz jest znacznie częstszy, niż się wydaje.

Praktyczna lista kroków do weryfikacji statusu marki:

  1. Sprawdź, czy marka posiada certyfikat Leaping Bunny, PETA lub CCF – i czy certyfikat obejmuje wszystkich dostawców.
  2. Sprawdź właściciela kapitałowego marki – to właściciel, a nie sama marka, może mieć politykę dopuszczającą testy.
  3. Przeczytaj politykę testowania firmy i szukaj sformułowania „where required by law” lub jego polskiego odpowiednika.
  4. Sprawdź, w jakich krajach marka sprzedaje produkty i do jakich kategorii je zalicza.
  5. Nie zakładaj, że marka naturalna lub wegańska jest automatycznie cruelty-free – to dwie różne certyfikacje.

Warto wiedzieć, że określenia cruelty-free i wegański nie są tożsame. Produkt może nie być testowany na zwierzętach, ale zawierać składniki odzwierzęce, takie jak lanolina, karminy czy keratyna. Odwrotna sytuacja też jest możliwa: produkt może być wegański, ale testowany na zwierzętach.

Testowanie kosmetyków na zwierzętach przez L'Oréal

Przypadek Unilever – dlaczego nie można generalizować

Unilever to przykład koncernu, którego nie da się ocenić jednym zdaniem. Firma deklaruje brak testów na zwierzętach i aktywnie wspiera rozwój metod alternatywnych. Jednocześnie nie wszystkie marki Unilever mają ten sam status cruelty-free. Część z nich posiada niezależne certyfikacje PETA lub Leaping Bunny – w tym TRESemmé, Sunsilk, St. Ives, Paula’s Choice, Schmidt’s i Seventh Generation.

Dove to marka Unilever, która bywa traktowana jako wzorzec etycznych kosmetyków – głównie ze względu na kampanię „prawdziwego piękna”. Status cruelty-free Dove jest jednak zależny od konkretnego produktu i rynku, a nie od całego portfela marki.

Stwierdzenie „cały Unilever testuje” jest tak samo nieprecyzyjne jak „cały Unilever jest cruelty-free”. Prawidłowa ocena wymaga sprawdzenia konkretnej marki, zakresu certyfikacji i tego, co ten certyfikat faktycznie obejmuje. To samo podejście dotyczy zresztą każdego dużego koncernu – logo firmy na opakowaniu mówi mniej o jej polityce testowania niż dokument certyfikacji.

Co zmieniły regulacje w Chinach i UE?

Od 1 maja 2021 roku importowane do Chin zwykłe kosmetyki mogą być zwolnione z obowiązkowych testów na zwierzętach, jeśli firma dostarczy certyfikat GMP i pełną ocenę bezpieczeństwa produktu. To istotna zmiana, bo wcześniej sama obecność marki na rynku chińskim była wystarczającym powodem do odmowy certyfikacji cruelty-free. Tak właśnie stało się z NARS w 2017 roku, kiedy wejście na rynek chiński skutkowało utratą statusu cruelty-free.

SPRAWDŹ:  Jaką firmę założyć? Pomysły, koszty i formalności

Zwolnienie z 2021 roku nie dotyczy jednak wszystkich kategorii produktów. Dla kosmetyków specjalnego przeznaczenia obowiązek testów może nadal istnieć. Do tych kategorii należą:

  • Farby do włosów i produkty do trwałej ondulacji.
  • Filtry przeciwsłoneczne i produkty wybielające skórę.
  • Produkty przeciwdziałające wypadaniu włosów.
  • Kosmetyki dla dzieci.
  • Produkty zawierające nowe składniki w okresie monitorowania.

Sama obecność marki w Chinach nie jest już automatycznym dowodem na testy. Konieczne jest natomiast sprawdzenie kategorii produktu, kanału dystrybucji i statusu importera.

W Unii Europejskiej zakaz testowania kosmetyków i ich składników obowiązuje w pełni od 2013 roku i obejmuje zarówno testowanie gotowych produktów, jak i sprzedaż kosmetyków testowanych na zwierzętach po tej dacie – niezależnie od kraju, w którym testy zostały przeprowadzone. W związku z tym szacuje się, że 98% sprzedawanych w UE kosmetyków nie jest testowanych na zwierzętach. Nie eliminuje to jednak całkowicie problemu – właśnie ze względu na wspomniane wcześniej rozporządzenie REACH.

Wskazówka: Jeśli interesuje Cię status konkretnej marki, sprawdź bazy certyfikatów Leaping Bunny lub PETA bezpośrednio na ich stronach internetowych – są regularnie aktualizowane i łatwe w wyszukiwaniu.

Jakie firmy nie testują na zwierzętach?

Na rynku istnieje wiele marek z potwierdzonymi certyfikatami cruelty-free. Wśród nich warto wymienić zarówno niezależne marki, jak i te należące do większych grup – pod warunkiem, że certyfikat obejmuje cały łańcuch dostaw.

Przykłady marek z certyfikatem Leaping Bunny lub PETA:

  • NYX Professional Makeup – marka należąca do L’Oréal, ale posiadająca własny certyfikat PETA; status zależy od zakresu certyfikacji i rynku.
  • Schmidt’s – marka Unilever certyfikowana przez PETA.
  • Paula’s Choice – marka Unilever z certyfikatem cruelty-free.
  • Seventh Generation – marka Unilever certyfikowana przez PETA.
  • e.l.f. Cosmetics – niezależna marka z certyfikatem Leaping Bunny i PETA.
  • Too Faced – marka z certyfikatem PETA, choć właścicielem jest Estée Lauder Companies.
  • Urban Decay – marka należąca do L’Oréal, posiadająca certyfikat PETA dla wybranych rynków.

Wiele znanych marek należy do koncernów wskazywanych przez PETA jako testujące, ale posiada własne certyfikaty – i tu właśnie pojawia się dylemat etyczny. Kupując certyfikowaną markę zależną od L’Oréal czy Estée Lauder, pośrednio finansujesz działalność całego koncernu. Decyzja, czy to wystarczy, należy do kupującego.

Warto też wiedzieć, że branża sportowa i modowa bywa oceniana podobnie – tak jak firmy ubierające znane osobistości publiczne muszą spełniać określone standardy swoich partnerów, tak marki kosmetyczne coraz częściej są oceniane przez pryzmat swoich partnerów kapitałowych.

Podsumowanie

Odpowiedź na pytanie, jakie firmy testują na zwierzętach, rzadko jest prosta. Wśród najczęściej wskazywanych przez PETA koncernów znajdują się L’Oréal, Estée Lauder Companies, Coty, Procter & Gamble, Beiersdorf i Shiseido – wraz z dziesiątkami należących do nich marek. Deklaracje o braku własnych testów na zwierzętach bywają prawdziwe, ale niekompletne, jeśli pomijają dostawców, składniki i rynki z wymogami regulacyjnymi. Zamiast ufać hasłu na opakowaniu, warto sprawdzać certyfikaty Leaping Bunny lub PETA i zawsze weryfikować właściciela kapitałowego marki.

FAQ

Q: Czy produkty oznaczone jako „naturalne” są automatycznie cruelty-free?

A: Nie. Naturalność składu i brak testów na zwierzętach to dwie niezależne kwestie. Marka może używać wyłącznie składników naturalnych i nadal zlecać testy na zwierzętach lub sprzedawać produkty na rynkach, gdzie takie testy są wymagane.

Q: Czy kupowanie produktów cruelty-free w UE gwarantuje, że żaden test na zwierzętach nie miał miejsca?

A: Zakaz UE z 2013 roku obejmuje testowanie kosmetyków i ich składników, ale nie eliminuje testów wymaganych przez rozporządzenie REACH dla oceny ryzyka zawodowego i środowiskowego. W konkretnych przypadkach testy mogą być wymagane mimo zakazu kosmetycznego.

Q: Czy marka może stracić certyfikat cruelty-free?

A: Tak. Wejście na rynek chiński lub zmiana właściciela kapitałowego może skutkować utratą certyfikatu. Przykład NARS z 2017 roku pokazuje, że decyzje dystrybucyjne bezpośrednio wpływają na status cruelty-free.

Q: Czy produkty do makijażu i pielęgnacji są testowane w ten sam sposób?

A: Zakres testów zależy od kategorii produktu i regulacji danego rynku. Kosmetyki specjalnego przeznaczenia, np. filtry przeciwsłoneczne czy farby do włosów, podlegają surowszym wymogom niż zwykłe produkty do makijażu.

Q: Czy status cruelty-free dotyczy też perfum?

A: Tak, perfumy i wody toaletowe mogą podlegać tym samym kryteriom co kosmetyki. Składniki zapachowe bywają testowane niezależnie od gotowego produktu, dlatego certyfikat powinien obejmować cały łańcuch dostaw, w tym dostawców surowców zapachowych.

Jan Bartczak

Autor i redaktor Drzwi do Biznesu, specjalizujący się w przedsiębiorczości, finansach firm, rynku pracy i nowych technologiach. Absolwent finansów i rachunkowości. Łączy doświadczenie zdobyte w różnych biznesach z analizą danych i źródeł. W swoich materiałach skupia się na praktycznych problemach przedsiębiorców i pracowników.

Opublikuj komentarz